//
postanowienie

Postanowienie na Wielki Post? Jedz w spokoju te słodycze!

Kolejny Wielki Post - kolejny rozwód ze słodyczami? Większość osób wybiera właśnie taką drogę. A ja dzisiaj przekornie chciałabym Ci zaproponować - jedz w spokoju te słodycze! Bo być może w Twoim przypadku taki cukrowy detoks może zrobić więcej szkody, niż dobrego...

Poznaj Anię. Jakie Ania ma postanowienie na Wielki Post? Oczywiście nie je słodyczy.

Albo konkretniej: czekolady! Który to już Wielki Post z takim postanowieniem? Trudno powiedzieć, chyba dziesiąty, temat wraca co roku.

Wydaje się zresztą całkiem niezłym pomysłem, prawda? Sama mówi, że jest “uzależniona” od czekolady, relację z nią mogłaby podsumować hasłem: kocham jeść, nienawidzę tego, że zostaje ze mną na dłużej w postaci kochanego tłuszczyku. Wielki Post trwa aż 40 dni, Ania więc dziarsko przystępuje do realizacji swojego planu i powoli opróżnia szafki z zapasów…

STOP.

Czy tylko ja mam ochotę krzyknąć: Wybierz wreszcie inne postanowienie wielkopostne!

Mam wrażenie, że pomysł odrzucenia słodyczy (albo chrupek, dla tych słonolubnych) to pierwsza i najczęstsza myśl, jaka pojawia się w kontekście Wielkiego Postu. I często niestety jedyna – na tym poprzestajemy!
Przychodzi Środa Popielcowa – pojawia się embargo na słodycze. Tęskny wzrok podąża za czekoladą kuszącą z półki sklepowej, ale przynajmniej – tłumaczymy sobie – podjęłyśmy wyzwanie i nasze zdrowie oraz figura na tym skorzysta.

Nie rzucam tu kamieniami – sama wiele lat funkcjonowałam w tym trybie! Ta Ania to ja, tylko zamiast czekolady wstaw chipsy 😉

Dlatego dzisiaj mam dla Ciebie wyzwanie. Zostaw tę czekoladę w spokoju, otwórz głowę i daj sobie szansę zobaczenia postanowień wielkopostnych w innym świetle a przez to – na prawdziwy rozwój duchowy.

Czemu właściwie ma służyć Wielki Post?

Na temat godnego, głębokiego przeżywania Wielkiego Postu powstały dziesiątki pięknych, mądrych książek, nie będę więc poprawiać świętych, kierowników duchowych i mądrych kapłanów. To, co pewne, to fakt, że Wielki Post nie jest dla katolika po prostu jakimś 40-dniowym okresem na postanowienia. To nie drugie podejście do 1 stycznia, kiedy wytyczaliśmy co będziemy w Nowym Roku robić, a co odrzucimy.

Wielki Post jest przede wszystkim wydarzeniem duchowym.

Jest wezwaniem do świętości i to ona, wraz z rytmem, mądrością i bogactwem treści tego okresu liturgicznego powinna być kluczową rzeczą, na której się skupimy. Koniec końców przecież cała praca nad sobą, jaką wykonujemy, cały rozwój osobisty, charakterologiczny ma służyć temu, by lepiej realizować swoje powołanie, obowiązki stanu, by wzrastać w mądrości, w wierze, upodabniać się coraz mocniej do tego ideału, który określił dla nas Pan Bóg a przez to zbawić swoją duszę, dotrzeć do miejsca przeznaczenia, jakim jest Niebo i doprowadzić tam jak najwięcej innych ludzi.

Skoro więc zasadniczą myślą przewodnią w życiu każdego chrześcijanina jest świętość, to w Wiekim Poście – biorąc pod uwagę charakter i wydarzenia, jakie on upamiętnia – wspieramy naszą drogę do świętości poprzez post, modlitwę i jałmużnę oraz umartwianie się.

Co to właściwie znaczy?

Z powodu grzechu pierworodnego i tych grzechów, które sami popełniamy nasza natura jest, delikatnie mówiąc, “lekko” uszkodzona. Rządzą nami nieuporządkowane pasje, pragniemy rzeczy, które nie są dla nas dobre i jakoś łatwiej przychodzi nam grzeszyć, niż iść w kierunku cnót i szlachetności. To nie oznacza, że nie chcemy albo nie próbujemy! Tylko jakoś ten zakazany owoc bardziej lśni i kusi…

Na ratunek przychodzi nam Pan Bóg, działający przez swoją łaskę, sakramenty, prawo i Tradycję, której powiernikiem jest Kościół po to, by przywrócić naszym poranionym, pokrzywionym duszom i ciałom ład i łączność z Nim. Przy czym, szanując wolną wolę, czeka na współpracę i działanie z naszej strony. Na pohamowanie egoizmu i grzeszenia po to, byśmy mogli wybrać prawdziwe dobro, które dla nas przyszykował.

Umartwienie to więc poskramianie siebie, by to miejsce mogła wypełnić łaska, szczodrze udzielana przez Boga. “Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus”, jak mówi Apostoł.

Problem z umartwianiem jest taki, że dla wielu osób generuje ono co najmniej niepokojące skojarzenia. Różni święci na przestrzeni wieków mieli różne pomysły na umartwianie. Rzucanie się w ciernie, spanie na łóżku z potłuczonego szkła, biczowanie, picie ropy z ran… Szczerze mówiąc, niekoniecznie są to rzeczy, na których chciałabym się wzorować. I na szczęście nie muszę – codzienne życie daje mi wystarczająco dużo możliwości umartwiania.

Umartwianiem może być bowiem nawet mała czynność, taka jak wstanie z łóżka o wyznaczonej godzinie, sprzątnięcie za toaletą. Wstanie w nocy, by ktoś inny mógł pospać. Wszystko to, co prowadzi nas do rzeczy dobrych. Gdzie poskramiamy siebie, robiąc rzeczy, o które Bóg nas prosi – z miłości do Niego.

A co to ma wspólnego z postanowieniami na Wielki Post? Przede wszystkim zmienia perspektywę – postanowienia (nawet jeśli są wyrażone w formie umartwień) nie są karą! Nie chodzi tu zupełnie o to, by siebie ukarać, by wybrać coś, co szczególnie nam “pójdzie w pięty”. Lecz by potraktować je jako szansę na wzrastanie, na doskonalenie. Na zbliżanie się do Boga z pomocą swojej pracy oraz Jego łaski. Której przecież – jak nam obiecał – na pewno nam wystarczy.

Okej, ale jak to się ma do tych nieszczęsnych słodyczy?

Postanowienia wielkopostne mogą być wyrażone na dwa sposoby:

albo MNIEJ czegoś

albo WIĘCEJ czegoś

Jak się pewnie domyślasz, ograniczenie lub rezygnacja ze słodyczy to ten pierwszy przypadek. I do tego momentu wszystko wydaje się słuszne, prawda? Jest mniej albo wcale. Dodatkowo w grę wchodzi post, co jest jednym z zadań, jakie Kościół stawia przed nami w Wielkim Poście.

Problem polega jednak na tym, że chyba za rzadko ZASTANAWIAMY się, PO CO właściwie wybieramy post od słodyczy?

Jeśli zapisałaś się już do siedmiodniowego wyzwania, to już wiesz, że jestem wielką miłośniczką trudnych pytań. Jeśli nie zapisałaś się, to właśnie się dowiedziałaś 😉

Dlatego przeczytaj te poniżej i udziel sobie sama odpowiedzi:

  1. Po co Ci postanowienie rezygnacji ze słodyczy?
  2. W jaki sposób to postanowienie przybliży Cię do Chrystusa?
  3. Jak dotychczas Twój stosunek do słodyczy wpływał na Twoje funkcjonowanie duchowe?
  4. Jakiego rezultatu w obszarze wiary i duchowości oczekujesz dzięki temu postanowieniu?
  5. Jak wyglądał proces podejmowania decyzji, że wybierasz akurat to postanowienie?
  6. Czy podejmowaniu decyzji o wyborze takiego postanowienia towarzyszyła modlitwa? Dłuższe zastanowienie?
  7. Czym tak naprawdę jest dla Ciebie postanowienie o rezygnacji ze słodyczy?
  8. Który raz wybierasz to postanowienie? Czy jest to Twój “pewniak” na każdy Wielki Post?
  9. Gdybyś nie lubiła słodyczy|słonych przekąsek, to jakie inne postanowienie wybrałabyś do realizacji?
  10. Co by było, gdybyś podjęła akurat to postanowienie?

Nie zrozum mnie źle. Mimo prowokacyjnego może tytułu może się okazać, że rezygnacja z czekolady to w tym momencie Twojego życia słuszna opcja. Szczególnie, jeśli przez ten czas uformowało się u Ciebie przywiązanie do tego “dobra”. Gdy traktujesz je jako coś, co Ci się należy. Nad czym już praktycznie nie myślisz, za co nie czujesz wdzięczności.

Ale istnieje ryzyko, że:

  • wybierając je idziesz po linii najmniejszego oporu (co tu wybrać? No słodycze!)
  • realizujesz nim cele dietetyczne. To oczywiście jest komponent każdego postanowienia związanego z żywieniem i nie ma w tym nic złego. Ale zastanów się, czego tu jest więcej? Duchowości i pracy nad sobą, by przybliżyć się do Chrystusa czy zadbanie o zmniejszenie ilości zjadanego cukru i zrzucenie boczków?
  • to postanowienie nie kieruje Cię w stronę Boga, tylko tak naprawdę prowadzi Cię do zajmowania się sobą
  • tak naprawdę unikasz w ten sposób postanowienia, które FAKTYCZNIE będzie dla Ciebie rozwojowe

Bo umówmy się, wszyscy mamy tendencję do unikania bólu. Do stosowania plasterka tam, gdzie przydałaby się operacja. Do odwracania głowy w drugą stronę i obierania drogi pozoranctwa, w strachu przed porażką, przed zmierzeniem się z samym sobą. Przed stanięciem w prawdzie o tym, JAKA JESTEM i gdzie faktycznie coś wymaga naoliwienia, naprawy lub kompletnej wymiany.

Jak mądrze wybrać postanowienie wielkopostne?

Może teraz zastanawiasz się: no dobra, Anka, ale w takim razie CO mam wybrać?

Odpowiedź na to pytanie masz już w sobie.

Nie powiem Ci dokładnie, co powinnaś wybrać, ale warto poświęcić więcej, niż 5 minut na przemyślenie i przemodlenie tej kwestii. Każdy Wielki Post to dar, który otrzymujemy od Boga. Myślałaś o tym kiedyś, że znowu dostałaś szansę na to, by doskonalić swą duszę i postawę chrześcijańską? Że znowu możesz skorzystać z gotowych narzędzi, jakie Kościół przygotował do tego, by wzrastać w miłości Boga i bliźniego? Że dostałaś zaproszenie na kolejne 40 dni poznawania siebie i Chrystusa przed najpiękniejszym wydarzeniem roku liturgicznego?

Jak tak się nad tym pomyśli, to uff…niesamowita sprawa, prawda?

Dlatego wybierając postanowienie na Wielki Post, oprócz modlitwy o światło do Ducha Świętego poszukaj odpowiedzi traktując poniższe pytania jak drogowskazy:

  1. Co jest we mnie takiego (wady, grzechy) co odciąga mnie od bycia tą osobą, którą Bóg chciałby, bym była?
  2. Czy mogę coś zrobić, by był to najlepszy, najbardziej owocny Wielki Post w moim życiu?
  3. Co jest we mnie takiego, co powstrzymuje mnie przed świętością?
  4. Czego chcę robić więcej, by przybliżyć się do Boga?
  5. Czego chcę robić mniej, by przybliżyć się do Boga?
  6. Co odrywa mnie od wiary lub zmniejsza moje zaangażowanie?
  7. Co w moim życiu odrywa mnie od mojego powołania?
  8. Co w moim życiu szczególnie przeszkadza mi w rzetelnym, pełnym miłości wypełnianiu obowiązków stanu?
  9. Co stanowi dla mnie wyjątkowo mocną pokusę?
  10. O jakiej prawdzie życia chrześcijańskiego zdarza mi się zapomnieć?
  11. Jakiej cechy charakteru najbardziej mi brakuje? Nad jaką cnotą chcę pracować w pierwszej kolejności?
  12. Co wywołuje u mnie największe poczucie dyskomfortu?
  13. Przeanalizuj ostatnie dni, tygodnie, może miesiące swojego życia. Gdzie pojawił się największy “ból”, to jest coś, gdzie zdezerterowałam, bo pojawiła się konieczność wyjścia poza bezpieczną, wygodną strefę?
  14. W jakich momentach najłatwiej przychodzi mi zrezygnować ze świadczenia o wierze?

Podam Ci przykład, który szczególnie mocno za mną chodzi.

W ostatnich miesiącach przez Polskę przetaczała się antyaborcyjna/aborcyjna hucpa.

Co władza rozgrywała wyciągając tę sprawę akurat wtedy czy teraz z kapelusza – trudno powiedzieć. Niezależnie od tego, co sądzisz o jej przyczynach rozpętało się pandemonium. Pioruny trzaskały z wielu stron, często z takich, których byśmy o to nie podejrzewali. Nie brakowało rozczarowań, niesamowitego zmęczenia czy poczucia zaszczucia agresją. Nie mówiąc już o tym, jak to jest być jedyną (albo nieliczną) osobą w towarzystwie, która jest przeciwna aborcji. Szczególnie, gdy wokół zwolennicy kompromisu lub po prostu uważający, że nikomu nie można niczego narzucać.

Pamiętam, jak wiele osób miało po prostu dość. Jak radości z wyroku towarzyszyła gorycz utraconych więzi, autorytetów, które zawiodły, odosobnienia.

Ukryta za ludźmi dobrej woli (bo kierujących się jednak swoiście pojętym miłosierdziem) agenda nie odpuszcza i coraz częściej mówi głośno nie tyle o wyjątkach, co o totalnej liberalizacji, atakując także dobre dzieła. Dzień po dniu wlewa swoją propagandę ludziom do głów. Jak każde zło, jest przede wszystkim głośna i krzykliwa.

A może w obliczu tego trudu postanowieniem wartym powzięcia będzie decyzja o tym, że napotykając w internecie czy w dyskusjach towarzyskich, rodzinnych itp. aborcyjne materiały

nie odpuścisz okazji do tego, by świadczyć o prawdzie.

Nawet, jeśli miałoby to się wiązać z odpływem znajomych, z przykrymi wiadomościami, z emotkami “haha” dodanymi do Twoich komentarzy, z urąganiem od “katoli” itd. Może, gdy napotkasz kogoś, kto próbuje zespoić zgodę na aborcję (u innych) z katolicyzmem zdecydujesz się na pełne miłości, ale stanowcze wyjaśnienie, że pewnych rzeczy niepodobna łączyć.

Nie mam na myśli prowadzenie wielogodzinnych batalii w internecie czy przy stole u cioci na imieninach. Może to być po prostu pozostawienie komentarza – po to, by pokazać, że nie istnieje tylko ten jeden, lansowany pogląd, by zająć należne miejsce dla katolickich poglądów, że można myśleć inaczej. Tak, często narażając się przy tym na ostracyzm, krytykę czy przykrość związaną ze staniem się obiektem niejednokrotnie ostrych ataków werbalnych czy stania się pewnego rodzaju pariasem.

Ale jednocześnie wybierając męstwo na miarę naszych czasów i naszego kręgu kulturowego oraz stawanie po stronie Prawdy. Nie dla swojej chwały, ale dla Niego.

Wielki Post to podróż z Chrystusem w czasie Jego odosobnienia na Pustyni, przez Jego drogę na Golgotę, to dźwiganie wespół z Nim krzyża, który tak naprawdę powinien być na naszych ramionach. Dlatego daj sobie szansę znalezienia czegoś, co realnie będzie wielkopostnym uświęcaniem i Twoim wyjściem naprzeciw. Nawet jeśli koniec końców okażą się to być słodycze 🙂

A jak już wybierzesz swoje postanowienie, to koniecznie dołącz do grupy ponad 270 osób sprawdź bezpłatne domowe rekolekcje dla kobiet, które przygotowała niezastąpiona Ewa Niewczas!

 

Anna Kramarz

Anna Kramarz

Katoliczka, żona, mama, przedsiębiorca z po psychologii i pasjonatka mądrego rozwoju osobistego, opartego o pracę nad sobą i wzrastanie w świętości.